Kim jest sędzia piwny?
Z Miłoszem Ostrowskim rozmawiamy o tym, kim jest sędzia piwny, jak nim zostać, jak wyglądają konkursy piwne od zaplecza i czy samodzielne warzenie piwa pomaga czy przeszkadza w sędziowaniu.
Kto to jest sędzia piwny?
Sędzia piwny to jest osoba, która ocenia piwa w sposób względnie zobiektywizowany (bo
całkowicie obiektywny się nie da). Powinien umieć oceniając piwo, wyłączyć swoje osobiste
upodobania i starać się zachować bezstronność – jeśli nawet dane piwo mu bardzo smakuje, a
nie wykazuje cech charakterystycznych dla danego stylu, to sędzia piwny powinien je odrzuć
lub ocenić bardzo nisko. Najczęściej sędzia ocenia piwa według pewnego kanonu, zestawu
przypisanych mu cech, z reguły według opisu danego stylu piwa. Kanon też się zmienia, powoli
co prawda, ale jednak. Nieco inaczej to wygląda w wypadku konkursów konsumenckich oraz
kategorii wolnych, w których ocenia się przede wszystkim to, czy piwo komuś smakuje, czy
jest dobrze zrobione, czy nie wykazuje wad produkcyjnych, które nie powinny występować.
Czy to pełnoetatowa praca czy raczej hobby?
To jest zajęcie raczej hobbistyczne. Z tego co wiem, nikt w Polsce w tej chwili nie sędziuje
za pieniądze, wydaje mi się, że nawet za granicą nie powstał pełnoetatowy zawód sędziego
piwnego, z którego można by było się utrzymać. Natomiast ludzie, którzy się tym zajmują,
cenią sobie inne aspekty tego zajęcia, możliwość spotkań z innymi sędziami, z ludźmi z
branży, takie powiedzmy networkingowe sprawy, ale też wymiana informacji, pomysłów,
doświadczeń. Na konkurach zawsze poznaję kogoś nowego, zawsze uczę się czegoś nowego i
zyskuję nową perspektywę.
Jak zostaje się sędzią piwnym?
W Polsce najprościej jest zostać sędzią piwnym przechodząc kurs zakończony egzaminem, który
prowadzi Polskie
Stowarzyszenie Piwowarów Domowych (PSPD) lub też zapisać się na kurs w
międzynarodowej organizacji zrzeszającej sędziów Beer
Judge Certification Program (BJCP). Oczywiście do sędziowania w konkursach są też
czasem zapraszani profesjonalni piwowarzy, którzy nie mają tych certyfikatów, natomiast
obecnie w Polsce certyfikowanych sędziów jest na tyle dużo, że zazwyczaj udaje się ich
sprowadzić na konkurs.
Jak wygląda taki kurs? Z jakich elementów się składa?
Kurs, wtedy kiedy ja go robiłem, czyli w 2017, trwał kilka dni. Najpierw było sporo
informacji teoretycznych, o surowcach piwowarskich, procesie technologicznym, stylach
piwnych, procesach chemicznych, które wpływają na piwo. Potem było dużo praktyki, czyli jak
to wszystko rozpoznawać w piwie. Następnie przyszedł czas na egzamin teoretyczny i
praktyczny z oceny piwa. Zajmowałem się piwem już od dawna przed tym kursem, warzyłem piwo w
domu, pracowałem jako barman i beer manager, w jednym z warszawskich multitapów, myślałem,
że to będzie dla mnie proste. Jednak wcale takie proste nie było i sporo się nauczyłem
podczas kursu, a i tak miałem obawy, czy uda mi się zdać egzamin. Wymagania w stosunku do
sędziów są dość wysokie jak na coś, co nie jest sprofesjonalizowane i stanowi jedynie hobby.
Oczywiście po tym kursie zakończonym certyfikatem trzeba się zgłaszać do konkursów i starać
się sędziować różne piwa w różnych miejscach. To trochę jak z nauką jazdy samochodem,
najpierw się zdaje egzamin, a potem potrzebna jest praktyka, żeby się poczuć pewnie.
Jak sędziowie degustują piwo, żeby się nie upić? Ile próbek przypada na każdego
sędziego się w ciągu jednego konkursu?
Zacznijmy do małych konkursów, gdzie tych kategorii jest niewiele, wtedy w eliminacjach
przypada na każdego sędziego od 20 do 30 piw. W większych konkursach to jest nawet do 50 w
ciągu jednego dnia. W przeciwieństwie do już legendarnego wypluwania wina w czasie
degustacji w wypadku piwa zalecane jest jego spróbowanie, przełknięcie, żeby móc wyczuć
wszystkie niuanse i czy na przykład występuje rozgrzewanie alkoholowe. Bierze się łyk, dwa i
na tej podstawie się ocenia. Ale nie taki łyk na pół butelki, tylko faktycznie troszkę na
język. W praktyce wygląda to tak, że w czasie mniejszego konkursu przez cały dzień, wypijam
maksymalnie 2 butelki piwa. W czasie większego, 3 do 4 w ciągu 8 godzin sędziowania. Wbrew
pozorom nie są to ogromne ilości.
Jak wygląda sędziowanie podczas takiego konkursu w praktyce?
Na konkursach piw domowych w Polsce sędziuje się w grupach od 3 do 5 osób. Dostajemy próbki
piw w zakodowanych szklaneczkach, znamy tylko ich numery. W eliminacjach oceniamy transze od
6 do 8 piw na raz, w finałach skupiamy się już na jednym piwie w każdej transzy. Między
transzami jest przerwa na wypicie wody, przegryzienie czegoś, zazwyczaj jest to maca, bo
jest neutralna smakowo. Można sobie też przeczyścić nos wąchając kawę, bo ma intensywny
aromat i tak jakby kasuje te wszystkie zapachy, które się tam zagnieździły w nozdrzach i
głowie.
Jak ocenia się piwo? Jakie elementy są brane pod uwagę?
Każde piwo konkursowe oceniane jest według standardowych wytycznych, w taki sam sposób.
Podczas każdej oceny brane są pod uwagę następujące czynniki: aromat, smak, goryczka, wygląd
oraz tekstura piwa, czyli jego
gęstość, odczucie w ustach i kilka innych aspektów. Są też kategorie specjalne, gdzie zwraca
się uwagę na określony czynnik np. w piwach owocowych na owoce właśnie, albo użyty rodzaj
beczki w piwach leżakowanych w drewnie.
Jeśli chodzi o aromat ocenia się to, w jaki sposób pachnie piwo, jakie nuty zapachowe można w nim wyczuć, czy nie ma wad produkcyjnych, często ocenia się utlenienie oraz czy piwo nie jest zbytnio alkoholowe (to jest taki specyficzny ostry zapach). Oczywiście ocenia się też wszystkie pozytywne aspekty piwa, które powinny być w danym stylu, zwykle to jest rodzaj słodowości, typ zastosowanego chmielu itp. Jeśli chodzi o smak, to w zasadzie ocenia się podobne aspekty – czy jest słodowe, czy chmielowe, czy estrowe, czy nie ma jakiś wad produkcyjnych. Często odczucia smakowe i węchowe są bardzo zbliżone, chociaż nie zawsze.
Ocenia się też wygląd, kolor, klarowność, jakość piany i to czy długo się ona utrzymuje. Jest osobna próbka w odpowiedni sposób nalewana, która pozwala stwierdzić jak zachowuje się piana – nie pije się jej, tylko ocenia się jak wygląda. Ocenia się również natężenie goryczki i jej jakość, czy jest czy nie jest ściągająca, drapiąca w gardło, krótka czy długa. Na koniec mamy jeszcze odczucie w ustach, czyli konsystencję piwa – czy jest wyklejające gardło i jamę ustną, czy bardziej płynne, lekkie, czy czuć rozgrzewanie alkoholowe, jakie jest nasycenie dwutlenkiem węgla. Każdy z tych aspektów ocenia się w pięciostopniowej skali.
Dodatkowo do każdego piwa pisze się podsumowanie zawierające zestawienie dobrych i słabych jego cech, czasem wraz z sugestią w jaki sposób można byłoby uzyskać lepsze rezultaty przy warzeniu kolejnych tego typu piw.
A jak zaczęła się Pana przygoda z piwem?
Moja przygoda z branżą rzemieślniczych piw zaczęła się od warzenia piwa w
domu. Uwarzyłem około 40 warek w różnych stylach. Warzenie swojego piwa na pewno
pomaga w sędziowaniu. Pozwala wszystko poznać, jakie są słody, chmiele, czym się
charakteryzują, jakie są szczepy drożdży i dlaczego one produkują niektóre związki, co można
zepsuć w tym procesie. Moim zdaniem sędzia powinien mieć takie doświadczenie, czy z pracy w
browarze, warzenia w domu, czy chociażby pomagania przy tym warzeniu komuś innemu. Można się
tego oczywiście nauczyć teoretyczne, natomiast praktyka bardzo dużo daje.
Czy lubi Pan piwo? Jakie najbardziej i dlaczego akurat takie?
Jak najbardziej, lubię piwo! Zwykle piję piwa rzemieślnicze, jednak mój gust ewoluuje.
Wcześniej skupiałem się przede wszystkim na piwach mocnych ze względu na ich walory
degustacyjne, najchętniej piłem portery bałtyckie, stouty imperialne czy barley wine. Są też
takie piwa, które mi kiedyś bardzo smakowały np. piwa wędzone torfem, w stylu niektórych
whiskey, natomiast teraz już przestałem za nimi tak bardzo przepadać. Natomiast teraz lubię
rożnego rodzaju IPY szczególnie double IPA. Upodobanie do piw typowo degustacyjnych jednak
pozostało. Piwo dla mnie ma też funkcję odświeżającą, zwłaszcza w sezonie letnim, kiedy
sięgam po lekkie piwa, kwaśne, owocowe. Ostatnio bardzo też lubię piwa bezalkoholowe i
niskoalkoholowe, które już teraz mają walory smakowe i aromatyczne na znacznie wyższym
poziomie niż kiedyś, ale nie mają alkoholu, czyli można potem prowadzić samochód, jeździć na
rowerze albo jeszcze popracować, jeśli trzeba.
Dziękujemy za rozmowę!
